Masaż tajski w Tajlandii – szkoła legendarnego mistrza

Masaż tajski w Tajlandii – szkoła legendarnego mistrza

Szkoła masażu tajskiego Pichesta Boonthumme – moja Alma Mater

Masażu tajskiego uczę od kilkunastu lat, ale to, co najbardziej ukształtowało moje podejście do pracy z ciałem, znajduje się w północnej Tajlandii – w Chiang Mai, jednym z najważniejszych ośrodków na świecie dla osób uczących się masażu tajskiego.

W tym artykule chcę opowiedzieć o szkole, którą od 2010 roku traktuję jak swoją Alma Mater – o legendarnym mistrzu Ajarnie Pichescie Boonthumme i jego BTM. Wracam tu od ponad piętnastu lat i do dziś jest to jedno z kluczowych źródeł inspiracji w mojej pracy z ciałem.

Choć Pichest odszedł kilka lat temu, jego nauczanie jest dziś kontynuowane przez jego syna Aona Boonthumme oraz jego żonę Leelę, którzy prowadzą zajęcia w tej samej przestrzeni i przekazują dalej filozofię pracy swojego ojca i nauczyciela.

 

Dlaczego Chiang Mai jest światowym centrum nauki masażu tajskiego?

Najstarsza szkoła masażu tajskiego znajduje się w Bangkoku, przy świątyni Wat Pho. Jednak to właśnie do Chiang Mai, gdy kończą się deszcze monsunowe (jesienią), zjeźdżają praktykujący z całego świata by pogłębiać swoją wiedzę, rozwijać praktykę i spotykać nauczycieli przekazujących tradycję z pokolenia na pokolenie.

W mieście działa wiele szkół masażu – od dużych instytucji z rozbudowanymi programami, takich jak Old Medicine Hospital, ITM czy Sunshine Network, po niewielkie, kameralne szkoły skupione wokół jednego nauczyciela takie jak słynny niewidomy nauczyciel Dr Sinchai, Dr Nooy, Jack Chaiya. To właśnie w tych mniejszych miejscach często przekazywana jest najbardziej autentyczna wiedza – w bezpośredniej relacji mistrza z uczniami.

Dr Nooy z Sirichan Clinic

Klimat w północnej Tajlandii jest przyjemniejszy niż w wilgotnym Bangkoku, a otoczenie gór sprzyja skupieniu i nauce. Dla wielu osób pobyt w Chiang Mai staje się połączeniem intensywnej praktyki i głębokiej regeneracji.

Moje pierwsze spotkanie z Chiang Mai

Po raz pierwszy trafiłam do Chiang Mai w 2010 roku. Miasto było już wtedy dość zeuropeizowane, choć wciąż zachowywało swój unikalny charakter – pamiętam, że brownie można było wtedy kupić tylko w jednej ciastkarni – dziś są na każdym rogu.

Od tego czasu bardzo się zmieniło – szczególnie po pandemii, gdy do Tajlandii napłynęło wielu digital nomadów. Mimo tych zmian duch miejsca pozostał ten sam. Chiang Mai nadal przyciąga ludzi, którzy chcą uczyć się masażu w sposób głęboki i autentyczny.

Matcha late – hit Chiang Mai

To właśnie tutaj odkryłam szkołę, która na zawsze zmieniła moje podejście do pracy z ciałem.

Szkoła masażu Pitchesta Boonthume (BTM)

To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc do nauki masażu tajskiego w Chiang Mai, związane z Pitchestem Boonthume,– wyjątkowym mistrzem, który niewątpliwie zmienił oblicze współczesnego masażu tajskiego.

Gdy pod wpływem coraz większej liczby przyjeżdżających z Zachodu studentów nowo powstające szkoły masażu tajskiego tworzyły podręczniki, by odpowiedzieć na potrzeby kształtującego się rynku edukacyjnego, Pichest świadomie oparł się tej tendencji. Zamiast uczyć gotowych sekwencji technik, uczył słuchania. Chociaż po wielu prośbach uczniów powstał podręcznik z jego metodami, de facto nigdy nie był używany w trakcie zajęć – bo dla Pitchesta każdy człowiek był inny, każda sesja wymagała innego spojrzenia.

Dziś zajęcia prowadzi jego syn Aon wraz z żoną Leelą, kontynuując filozofię pracy swojego ojca. W tej szkole nie uczymy się masażu z podręcznika. By móc pracować w sposób  autentyczny i responsywny. uczymy się przede wszystkim:

    • obserwacji

    • wyczucia w dłoniach

    • reagowania na to, co naprawdę dzieje się w ciele osoby masowanej.

Niekonwencjonalny mistrz – kim był Pichest Boonthumme?

Pitchest był nauczycielem genialnym – ale też kontrowersyjnym.

Potrafił na przykład palić papierosy w sali, w której prowadził zajęcia. Dla niektórych uczniów było to nie do przyjęcia. Niektórzy wychodzili i nigdy nie wracali. Zawsze miałam wrażenie, że w pewnym sensie było to świadome. Jakby w ten sposób filtrował osoby, którym jego styl nauczania po prostu nie odpowiadał.

Pichest Boonthumme pokazuje niekonwencjonalny sposob pracy z barkami.

Pitchest uczył w bardzo specyficzny sposób – jego metody potrafiły zderzyć ego uczniów z ziemią szybciej niż jakikolwiek podręcznik masażu.

Jedno z jego moich ulubionych zdań brzmiało:

No need to work hard, no need to follow the sequence.

W tej jednej frazie zawarta była jego filozofia masażu tajskiego. Ale Pitchest przypominał też, że praca terapeuty zaczyna się od pracy nad sobą. Mawiał:

„If client comes in with problem, and you have same problem, then how to fix? Cannot fix.”

(Jeśli klient przychodzi z problemem, a ty masz ten sam problem – to jak możesz mu pomóc? Nie możesz.)

Proste. Bezpośrednie. I trudne do zignorowania.

Mój pierwszy dzień w BTM

Szkoła znajduje się około 30 minut jazdy żółtym autobusem lokalnym odjeżdżającym z południowej bramy miasta w stronę wioski Hang Dong.

Pamiętam mój pierwszy dzień w tym miejscu. Już po kilku godzinach wiedziałam, że był to dla mnie dzień przełomowy, że zyskałam zupełnie nową perspektywę patrzenia na masaż tajski.

Jednocześnie osoba, która wracała ze mną tym samym autobusem z zajęć, powiedziała, że czuje się rozczarowana i uważa ten dzień za stracony.

Ja zostałam tam do końca wyjazdu – i od tamtej pory wracam niemal przy każdej wizycie w Tajlandii.

Poniedziałkowy rytuał

BTM nie wygląda jak pozostałe szkoły masażu tajskiego. Nie ma tu recepcji, kalendarzów kursów ani automatycznie wystawianych dyplomów. Jest za to coś znacznie cenniejszego – autentyczność i duchowa głębia.
Około jednej trzeciej sali, gdzie odbywają się zajęcia, zajmuje rodzaj ołtarza, na którym zgromadzone są nie tylko figurki Buddy, ale również tajskich mnichów i zdjęcia rodziców nauczycieli – co przypomina o ciągłości przekazu i szacunku do linii nauczania.

Śpiewamy modlitwy w języku tajskim, podczas których:

    • przywołujemy patrona masażu tajskiego – Jivakę Komarabhaccę

    • przyjmujemy schronienie w Buddzie, Dharmie i Sangdze

    • odnawiamy podstawowe etyczne zobowiązania.

Przynosimy także podarunki – kwiaty, owoce, kadzidła i świece – które składamy przed ołtarzem.

Na początku dla wielu z nas są to tylko dźwięki słów powtarzanych po tajsku lub w starożytnym języku Pali. Dopiero z czasem zaczynamy rozumieć ich znaczenie, co pogłębia naszą praktykę.

To kolejna lekcja pokory – nie wszystko musi być natychmiast zrozumiałe, czasem musimy po prostu ufać procesowi i wracać, aż zrozumienie przyjdzie samo.

Jak wygląda nauka w BTM

Zajęcia wyglądają zupełnie inaczej niż w większości szkół masażu. Gdyby ktoś z zewnątrz zerknął do sali, wydawałoby mu się, że panuje tu całkowita swoboda – jedni pracują, inni obserwują, jeszcze inni odpoczywają.

W rzeczywistości jest to bardzo głęboki proces uczenia się przez doświadczenie.

Praktyczna obserwacja jak dobrze używać kciuków.

Tradycyjnie zajęcia poprzedzone są naukami od nauczyciela. Choć dziś w wykonaniu Aona są one dość krótkie, Pichest nierzadko poświęcał na nie nawet pół godziny – z wyjątkową przenikliwością, która sprawiała, że czasem mieliśmy wrażenie, że czyta nam w myślach. Niezmiennie podkreślał wdzięczność do rodziców, od których otrzymaliśmy nasze ciała – przypominając, że praca z ciałem człowieka to nie tylko fizyczna praktyka, ale przede wszystkim akt głębokiego szacunku i pokory wobec daru życia.

Po tym wstępie Aon pracuje z jedną osobą, pokazując gdzie kryją się napięcia i jak można z nimi pracować. Uczniowie obserwują, dotykają, sprawdzają sami. Wszystko odbywa się palpacyjnie – bez diagramów i atlasów anatomicznych, ale z ogromną precyzją.

W przerwie – wspólny lunch w pobliskiej restauracyjce.

Czego nie da się skopiować

Ciekawa rzecz dzieje się wtedy, gdy próbujemy dokładnie powtórzyć technikę, którą chwilę wcześniej zobaczyliśmy. Bardzo często okazuje się, że ona nie działa.

Jak pracować ergonomicznie.

Pitchest zwykł wtedy pukać nas lekko w głowę i mówić „pok pok”, sugerując, że próbujemy pracować wyłącznie z poziomu intelektu.

„Thinking, thinking. Too much thinking” – mówił – „Headache” (Za dużo myślenia – boli głowa.)

Bo przecież pracujemy z zupełnie inną osobą. Inne ciało wymaga innego podejścia. Zamiast analizować, trzeba poczuć.

“Body is your best teacher.” czyli „Ciało jest twoim najlepszym nauczycielem.”

Efekty tego podejścia bywają zaskakujące. Podczas mojego ostatniego pobytu po obiedzie w małej restauracji obok szkoły otrzymałam jedną z lepszych sesji masażu na tym wyjeździe. Byłam przekonana, że osoba, która mnie masowała, ma duże doświadczenie. Okazało się, że była w szkole dopiero od trzech tygodni i wcześniej nie miała żadnego kontaktu z masażem.

Społeczność bez hierarchii

Jedną z rzeczy, które zawsze robią na mnie największe wrażenie w tej szkole, jest atmosfera wspólnoty.

Uczniowie Pitchesta są dziś rozsiani po całym świecie. W jednej sali spotykają się osoby, które przyjechały tu po raz pierwszy, oraz takie, które od lat prowadzą własne szkoły lub mają tysiące obserwujących w mediach społecznościowych. W tym miejscu te różnice przestają mieć znaczenie. Wszyscy jesteśmy po prostu uczniami.

czas na eksperymenty

Gdy spotykamy się potem w różnych miejscach świata, rozpoznajemy się szybko – łączy nas podobne podejście: masaż jako praktyka uważności, praca bez zbędnego wysiłku, szacunek do tradycji i osadzenie w medytacji.

Chodzenie przez mgłę

Szczególnie cenię sobie naukę w formie bezpośredniego przekazu od nauczyciela. To coś, co działa, gdy jesteśmy na to otwarci – ale niekoniecznie wiemy kiedy dokładnie. Przypomina chodzenie przez mgłę: nagle zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy mokrzy, choć nie możemy wskazać momentu, kiedy to się stało. To rodzaj nauki, którego nie da się w pełni opisać słowami, rozumienie przychodzi niepostrzeżenie, przez obserwację, powtarzanie, bycie obecnym.

nauka obserwacji

Dlatego relacja uczeń–nauczyciel w tej tradycji wygląda inaczej niż na wielu zachodnich kursach. Uczeń nie jest klientem, który zapłacił za usługę i oczekuje konkretnego efektu. Jest kimś, kto czuje wdzięczność za to, że nauczyciel otwiera drzwi do świata praktyki przekazywanej przez pokolenia – świata, którego sami nie bylibyśmy w stanie odkryć.

 

Obecność Pichesta w Yeshe

Do BTM wracam od ponad piętnastu lat i jego sposób myślenia o pracy z człowiekiem stał się fundamentem tego, jak sama uczę.

Na kursach Yeshe też pracujemy ze skryptami – ale nie po to, żeby wykonywać je krok po kroku. Skrypt jest jak mapa: pomaga się zorientować w terenie, ale nie zastępuje patrzenia na drogę. Uczę moich studentów, żeby w połowie sekwencji potrafili z niej zejść – bo osoba przed nimi właśnie o to prosi. Słuchanie jest ważniejsze niż zapamiętywanie.

To właśnie ten dar – umiejętność bycia obecnym zamiast „wykonywania masażu” – staram się nieść dalej. Pitchest otworzył przede mną drzwi. Moją rolą jest trzymać je otwarte dla moich uczniów.

Ostatni dzień tej podróży z Aonem i Leelą Bonthumme

Praktyczne informacje: jak dotrzeć do BTM

Lokalizacja: Hang Dong, około 30 minut jazdy lokalnym żółtym autobusem (songthaew) z południowej bramy starego miasta Chiang Mai, oczywiście możesz tam pojechać również skuterem (uwaga, to szybka i dość ruchliwa droga, raczej nie dla początkujących, lub taksówką – świetnie działa tu Grab oraz Bolt)

Co warto wiedzieć:

* Brak sztywnego kalendarzem kursów – najlepiej skontaktować się bezpośrednio ze szkołą
* Zajęcia prowadzone są codziennie (poza niedzielami)
* Można dołączyć na jeden dzień, tydzień lub dłużej
* Atmosfera jest nieformalna – przychodź z otwartym umysłem i gotowością do uczenia się
* Najlepszy sezon: listopad – luty (po porze deszczowej, przed sezonem smogu)
Dla kogo? Zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych praktykujących, którzy chcą doświadczyć masażu tajskiego jako duchowej praktyki, nie tylko zestawu technik.

Czy warto uczyć się masażu tajskiego w Chiang Mai?

Zdecydowanie tak – ale z jednym zastrzeżeniem: warto przyjechać przygotowanym.

Bezpośredni kontakt z miejscem, kulturą i żywą tradycją daje coś, czego nie zastąpi żaden podręcznik ani kurs online. Chiang Mai to nie tylko szkoły masażu – to całe środowisko, w którym masaż tajski oddycha: świątynie, mnisi, rytuały, sposób bycia z ciałem, który przenika codzienne życie. To doświadczenie zmienia perspektywę.

Jednocześnie pobyt w Tajlandii wymaga czasu i zaangażowania, żeby naprawdę przynieść owoce. Moim zdaniem podstaw masażu tajskiego można – i warto – uczyć się na Zachodzie, u nauczycieli z prawdziwym doświadczeniem, którzy sami spędzili wiele czasu w Tajlandii i czerpią z autentycznej tradycji. To trochę jak nauka języka: najpierw budujesz fundament, oswajasz się z gramatyką i rytmem. Dopiero gdy masz podstawy, wyjazd do kraju staje się prawdziwym zanurzeniem – rozumiesz więcej, chłoniesz głębiej, nie tracisz czasu na rzeczy, które możesz opanować w domu.

Chiang Mai będzie na ciebie czekać. I odwdzięczy się tym bardziej, im lepiej będziesz gotowa na to spotkanie.

Pozdrawiam Was już z Europy a jesienią zapraszam do wspólnej podróży do Chaing Mai 🙂

Hania Łubek

2 Comments

  • Derrick 26 maja, 2026 3:01 pm

    Excellent article! I hope to see you there soon

    • Hania Firefox 2 czerwca, 2026 4:13 pm

      Thank you – happy to hear you found it useful 🙂 And yes, I am already looking forward to passing by again!

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *